Sebastian: Postanowienia noworoczne

0_postanowieniaJak każda osoba pod koniec roku, przed nastąpieniem kolejnego, zawsze myślałem o jakimś postanowieniu. Coś takiego, dzięki czemu stanę się lepszym człowiekiem, zlikwiduję choćby jedną ze swoich wad, czy złym podejściu do dowolnego zadania/zajęcia.

Na koniec roku 2012 jak jechałem samochodem odwiedzić znajomych, zacząłem się zastanawiać nad tymi wszystkimi obietnicami z poprzednich lat i co chciałbym w sobie poprawić na ten rok. Jednakże jedno do mnie trafiło – nie ważne co tak naprawdę sobie pomyślę, zazwyczaj i tak wszystko zanika może po miesiącu czy dwóch. Nie bez powodu siłownie i baseny są zazwyczaj najbardziej zatłoczone w styczniu, czy już mniej w lutym, po czym robi się luźniej i spokojniej.

Tak więc przez okres podróży postanowiłem rzucić okiem za ramię i spojrzeć na własne osiągnięcia i słabostki, a następnie rozważyć sposób ulepszenia tego procesu noworocznych postanowień aby coś tam z nich wynikło.

Plan

1_plan

Praktycznie wszystkie pomysły miałem już ustalone i zapisane w telefonie, jeszcze przed wybiciem godziny 0. Wszystko zebrałem w 5 grupach i maksymalnie 3 punktach w każdej z nich. Ponieważ spisywałem je na telefonie, wiec z myślą o małej przestrzeni, grupę określiłem jednym słowem podsumowującym co też znajduje się w środku. Same podpunkty to również kilka (2-3) słowa kluczowe opisujące zamierzenie. Do tego niektóre zawierały częstotliwość danego postanowienia, jak dzień lub dni tygodnia w przypadku regularnych czynności.

Calem tego całego spisywania było opisanie założenia w sposób zwięzły i posiadanie łatwego dostępu, bez wczytywania się w szczegóły. Jest więc już to o krok dalej, niż moje wszystkie pozostałe lata, gdzie jedynym nośnikiem tej listy była pamięć, w której auto-magicznie potrafiły one zanikać, bądź się zmieniać z biegiem czasu.

Wizualizacja

2_wizualizacja

Przede wszystkim z całym planem pragnąłem by był jasny, zrozumiały (dla mnie) i nie wymagający wczytywania się w treść. Z tego względu pierwszym pomysłem było stworzenie jakiejś listy słów kluczowych, po jednym na każde postanowienie. Drugą rzeczą to było wydrukowanie tych wszystkich postanowień na kartce papieru, którą mógłbym zamieścić w dowolnym miejscu mieszkania – z preferencją często odwiedzanego miejsca, albo takiego które widać praktycznie zawsze. Wybór padł na lustro nad fałszywym kominkiem, w którego rogu mogłem to umieścić.

Same słowa dalej wymagają głębszego zastanowienia i zbliżenia się na tyle, aby dało się je przeczytać. Z drugiej strony nie wszystkimi postanowieniami chciałem się chwalić wśród gości, a zarazem wciąż mieć je na widoku. Postanowiłem więc postawić na ikony. Sam obrazek przez wygląd, nawet z odległości bez wpatrywania się może jasno i wyraźnie przedstawić nakaz, bądź zakaz. Z drugiej strony można je również tak dobrać aby było informacyjne dla mnie, ale już niekoniecznie dla osób postronnych (które nie znały kontekstu).

Całość na sam koniec po zebraniu ułożyłem w trzech rzędach z najważniejszym celem na samej górze, później z regularnymi przyrzeczeniami rozłożonymi na poszczególne dni tygodnia, zaś na samym dole pozostałe założenia, które niejako odzwierciedlały daleko idące i luźne plany. Wszystko to widać na załączonym obrazku.

Realizacja

3_realizacja

Już samo posiadanie takiego naszkicowanego na cały rok planu stanowił znaczący bodziec zachęcający do jego realizacji. Dodatkowa kartka, która byłą cały czas na widoku usprawniała proces przypominając o tym co się obiecało na początku roku. Jak to jednak wyglądało w czasie trwania tego eksperymentu, czyli cały rok 2013?

Najważniejszy cel wisiał nade mną, jak kat nad dobrą duszą. Założone tam plany były bardzo ambitne jak na moje doświadczenia i spodziewałem się że tak właśnie będzie – męczarnia przez cały rok. W połowie jednak stycznia stało się coś zadziwiającego. Dostałem w swoje ręce takie narzędzie, które sprawiło, że nagle te postanowienia okazały się znikome i tak proste, że aż śmieszne. Po jakimś czasie nawet przestałem na nie zwracać uwagę, mimo iż jedno z nich delikatnie cały czas nade mną wisiało.

Jeżeli chodzi o zadania średniego szczebla, to były one raczej dobrze rozpoczęte i miały się świetnie na samym początku. Z czasem jednak zmiany w życiu sprawiły iż miały one swoje zarówno lepsze, jak i gorsze dni. Niektóre zostały nawet “zdywersyfikowane”, co częściowo pozytywnie wpłynęło na przypisane im założenia (jednak nie zawsze).

Najgorzej jednak działo się z zadaniami lekkimi. Część w ogóle nie wystartowała, a niektóre były realizowane późno i ospale. W tej części to chyba można zaliczyć wielką klapę, jeżeli chodzi o ich założenia i termin realizacji.

Podsumowanie

4_podsumowanie

Sama ocena poszczególnych grup została z grubsza naszkicowana w poprzednim dziale. W dniu dzisiejszym mogę ze spokojem usiąść do jego podsumowania. Na samym początku dzięki temu iż go przede wszystkim spisałem, co już samo w sobie stanowiło jakiś plus. Druga sprawa to przez wizualizację, którą stworzyłem i trzymałem na widoku. Przechodząc jednak do szczegółowej oceny, należy zacząć od chyba najważniejszego punktu, czyli kalendarza.

Samo rozbicie zadań na poszczególne dni tygodnia był genialnym posunięciem. Stał on nieraz nade mną i pomimo niechęci potrafił po godzinie, czy dwóch od powrotu do domu zmusić do spełnienia założenia na dany dzień. Dodatkowo potrafił przypomnieć o tym, by czegoś nie robić, chociaż po jakimś czasie to już w sumie weszło w nawyk i nawet nie potrzebowałem tego przypomnienia.

Z drugiej jednak strony był on mały elastyczny. Kiedy tylko zmienił mi się nieznacznie plan tygodnia, to nagle cała wizja założeń zaczęła się sypać jak domek z kart. Bywały nawet tygodnie takie, że ani nie zacząłem jednego zadania, ani drugiego bo akurat w te dni miałem coś nagłego, czy niezaplanowanego, czy zwyczajnie gorączka sprawiła, iż mogłem uznać dany dzień za zakończony. Z tego tytułu będę musiał w jakiś sposób raz na jakiś czas zareagować na zmiany, nie traktować tego dokumentu jako biblia i choć bez zmian w samych założeniach jakoś poprzekładać niektóre z nich. Dodatkowo myślałem również o wybraniu dnia rezerwowego, czy też po prostu oznaczenia w jakiś sposób zadania, które musi zostać wykonane w danym tygodniu, jeżeli nie teraz to w danym dniu nawet kosztem odpoczynku.

Kolejnym równie ważnym punktem były zadania dodatkowe, czy też luźne założenia na dany rok. Tam sprawa miała się można to rzec jasno – dupnie. Największym problemem było to, iż nie miały one żadnych mierzalnych założeń, czy też określonego początku, jak i końca. Najgorsze jednak było to, że część z nich miała pewne założenia, które miałem wykonać, jednak nie były one umieszczone w samym planie.

Próbując podsumować całość ogólnikowo, to jestem bardzo zadowolony z realizacji postanowień noworocznych na rok 2013. Główny cel udało mi się zrealizować bez większych problemów, a nawet pobić. Kalendarz dał mi bardzo dużo motywacji i stał się niejako więzieniem zmuszającym do wykonania zadań na dany dzień. Z drugiej strony był też negatywny, bo jak dzień zadania minął na czymś innym, to najczęściej dopiero w następny tydzień pracowałem nad nim. Najgorzej jednak wyszło z lekkimi założeniami, którym brakowało pewnych założeń oraz zapisanej ostatecznej daty startu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *