Lekarzu lecz się sam. Na głowę.

Jaka nasza publiczna służba zdrowia jest – każdy widzi. Ostatnio miałem nieprzyjemność przekonać się kolejny raz, że pieniądze z moich składek mogłyby równie dobrze zostać w moich rękach. Albo wyrzucone na śmietnik.

Grudzień

Mam poważniejszą stłuczkę samochodową, mam wielkiego siniaka na dłoni, nieustające napięcie karku i połowy pleców. Szyja „przeskakiwała” mi już po poprzednim wypadku. Zauważam to dopiero na drugi dzień. Rano idę do swojej przychodni, dostaję skierowanie na rentgena i opieprz, że od razu po stłuczce nie pojechałem na pogotowie.

Idę na prześwietlenie, moja Żona również.

Po tygodniu odbieram zdjęcia. Żony są wszystkie, a w mojej kopercie brakuje opisu RTG dłoni („A bo doktor teraz taki zakochany, proszę przyjść po Nowym Roku, bo on teraz już na urlopie. Na szczęście zdjęcia jeszcze mamy w komputerze”). Kurwa, a co mnie to obchodzi?

Styczeń

Wracam z RTG do swojej przychodni. „Przeskoki” w szyi, to wina pracy przy komputerze. Z dłonią mam iść do ortopedy. Dłoń boli, ale skoro takie rzeczy mogą utrzymywać się przez kilka tygodni (wg lekarza pierwszego kontaktu) – nie panikuję. Cierpliwie czekam na termin – dla pewności chcę tylko – żeby sprawdził to lekarz. W końcu tą ręką najwięcej zarabiam. Poza tym była już wcześniej złamana i sama z siebie nieraz już bolała na zmianę pogody.
Końcówka stycznia – udaje mi się dostać do ortopedy, który mówi coś do siebie pod nosem i ogląda mi palce. A mnie boli środek dłoni. Pokazuję mu w końcu gdzie mnie konkretnie boli (5 cm i 4 palce dalej niż sprawdzał). Proszę asystującą pielęgniarkę o tłumaczenie lekarskiego mamrotania (głos miał równie wyraźny jak pismo). Lekarz łapie moją dłoń we wskazanym miejscu, rusza, łatwo wywołuje ból w miejscu, gdzie kiedyś było złamanie. Gips na 3 tygodnie i do kontroli. Specjalnie na kontrolę umawiam się do innego lekarza (i tak pod koniec zwolnienia ten lekarz nie przyjmował).Ten sam lekarz przyjmuje też moją Żonę. Zdjęcia nagrane na CD ogląda patrząc na płytę pod światło lampy (płytę z moimi oglądał na komputerze, pewnie dlatego że na wstępie powiedziałem, że pracuję przy komputerze i dłoń jest mi potrzebna). Nie widzi niczego niepokojącego, ale skoro na opisie zdjęcia jest zalecany rezonans, to niech będzie.

Żona zaczyna odczuwać kolejne skutki wypadku – idzie prywatnie do innego ortopedy. Dostaje dodatkowo skierowanie do neurologa i na rehabilitację. Leczenie trwa.

Luty

Idę na kontrolę. Lekarz bierze kartę i wypytuje mnie o wszystko od nowa. Mówię, że jest wszystko w karcie, marudzi pod nosem, że nie czyta poprzedniego lekarza, i że jak pyta – to mam grzecznie odpowiadać. Podnoszę głos i zaczynamy się „przekomarzać„. W końcu bierze zdjęcia, ogląda je i łapie mnie za kciuk. Pokazuję na zdjęty gips i pytam dlaczego sprawdza mi kciuk, skoro nawet nie był zagipsowany? „Bo tak w opisie RTG jest”. I pokazuje mi na zdjęciu złamanie kciuka. Podrywam się już z krzesła i mówię, że w życiu nie miałem złamanego kciuka. Zdjęcie zdecydowanie moje, bo widać na innej kości poprzednie złamanie. Tłumaczę jeszcze raz jak wyglądała wizyta u poprzedniego ortopedy. Wysyła mnie na RTG. Przychodzę z nowym zdjęciem. Dowiaduję się, że nic mi nie pękło, tylko że miałem skręcony nadgarstek. Mam sobie przez tydzień rozruszać rękę i będzie jak nowa.

Żona wybiera się na wizytę kontrolną, prywatnie. Po rehabilitacji jest lepiej.

Trzy lata wcześniej

Złamanie kości dłoni ze skręceniem. Miesiąc wcześniej straciłem pracę. Przy każdej wizycie u ortopedy podkreślałem, że jestem aktualnie bezrobotny i zależy mi na szybkim powrocie do zdrowia. Poza tym Żona w zaawansowanej ciąży, potrzebuje mojej pomocy.

12 tygodni chodziłem z ręką w szynie (jak nie 14). Po tych 12 tygodniach na zdjęciach nadal nie widać zrostu. Lekarz złapał za dłoń, poruszał „nie zgrzyta, znaczy jest zrost, ale nie widać„. To był pierwszy raz, kiedy ktoś dotknął mojej ręki i pomacał złamaną kość. Po ponad 2 miesiącach od złamania!

W międzyczasie zostałem ojcem. Pępowinę przecinałem z gipsem na ręce. Oszczędności szlag trafił.

Pisać bezwzrokowo musiałem nauczyć się na nowo. Dwa skrajne palce dłoni są od tamtej pory przekręcone i zginają mi się w stronę kciuka, trafiam rząd klawiszy obok.

Dwa różne szpitale, kilka lat odstępu, kilku różnych lekarzy. Jedyna różnica, to taka, że w jednym szpitalu dawali na rękę pod gips najgorszej jakości papier toaletowy (taki zrobiony z makulatury zrobionej z makulatury), a w drugim coś jakby prasowaną watę.

 

I chciałoby się coś mądrego na zakończenie napisać… Ale ręce o(d)padają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *