Bezpszeniczna dieta – koniec eksperymentu (Sebastian)

Nadejszła wiekopomna chwila

Postanowiłem trochę uprzedzić wydarzenia i sklecić jakieś podsumowanie testu, czy też diety, który właśnie dzisiejszego poranka dobiegł kresu. Znając życie pewnie niedługo sam administrator złapał by mnie w najmniej odpowiednim do tego czasie i zaczął się upominać o jakieś wnioski.

Dla osób niezaznajomionych z tematem chciałbym pokrótce w niego wprowadzić. Otóż pewnego razu od moje Padre otrzymałem linka do artykułu pewnego doktorka, który leczył ciężkie przypadki i odkrył że pszenica jest be i powoduje wiele problemów zdrowotnych. Poszukajcie na stronie, a znajdziecie, tako powiadom wom.

Będąc wtedy w okresowej niedyspozycji umysłowej (czytać druga połowa pracy), popełniłem istnego (k)lapsus(a). Otóż wysłałem ten odnośnik do jaśnie panującego tutaj Admina. Ten osobnik natchniony szaleństwem wpadł na iście szatański pomysł wcielenia tego w życie w ramach „testów”. Z samego początku zaparłem się ryncoma i nogami, jednakże nawet ja uległem tej pokusie. Jednakże nie tyle z samego niejedzenia pszenicy, która jest be, lecz po to, by poszerzyć menu własnych posiłków, które ostatnimi czasy było raczej monotonne.

Wracając po małej dygresji do meritum, chciałbym rozpocząć od tego że mimo wszystko jestem zadowolony z rezultatów tego całego testu. Chyba najwyższym osiągnięciem jest wyeliminowanie kanapki jako posiłku, szczególnie w weekend. Dodatkowo teraz m.w. wiem co jem.

sandwich really

http://wtfdidtheysay.files.wordpress.com/2011/11/sandwichreally.jpg

Weekend

Zaczynając może trochę z innej mańki… Jeżeli przychodzi weekend, to z jakiegoś względu mój organizm przechodzi na tryb oszczędności, czy też lekkiej głodówki i czerpie energie z kosmosu, więc 90% czasu nie jestem głodny. Jeżeli jednakże zaczyna mnie brać ochota na jakiś zapychacz żołądka, to najczęściej kończyło się to kanapką z racji szybkości. Jeżeli była dobra, a często była to gdzieś później chyba bardziej na „smaka” szły kolejne. Teraz gdy taka możliwość odpadła to albo przygotowywałem sobie posiłek, albo pochłaniałem kilka owoców i orzechów. Wynik ten sam a mniej zjedzone, czyli odłożone w „boczki”.

Tydzień bezmózgowia

Wracając jednak do samego tygodnia pracy, to moje posiłki uległy drastycznej przemianie. Teraz nie ma tak, że większość to smażone cycki [pierś z kurczaka – Admin], mielone, czy czasami ryba, z ryżem i jakąś surówką. Ostatnimi czasy moje podniebienie przeleciało sobie po planecie, próbując potraw z różnych jego rejonów.

Jeżeli chodzi o napoje, to ponieważ już nie za bardzo jest z kim się napić, postanowiłem zmniejszyć ilość spożywanej kawy. Przerzuciłem się bardziej na herbatę, jednakże bez cukru to już nie było to samo i tym bardziej odkrywałem jaką gównianą herbatę mamy w pracy. Do czasu aż koleżanka nie przypomniała mi o czymś takim jak herbata zielona. Moje szare komórki dokonały teleportu i po krótkiej wizycie w mieszkaniu powróciły, by przypomnieć mi iż ja przecież mam w domu trochę zielonej herbaty. Ba, zakupiłem ją już z dwa lata temu, jednakże na śmier(ś)ć o niej zapomniałem. Także jest to mój obecnie główny dostawca energii oraz wody.

Kolacje

Ponownie zostawiany początek na koniec ale to ze względu na zajętość. Otóż po powrocie do domu już od dawna nie spożywam kolacji, chociaż kiedyś to zazwyczaj powrót oznaczał przygotowanie sobie 2-3 kanapek, a później opcjonalnie kolejną, jeżeli zaczynałem się robić głodny. Teraz już wieczorem oduczyłem się praktycznie jeść cokolwiek po powrocie do domu, nawet mi przez żołądek nie przychodzi do głowy jakaś kanapka, czy inny zamiennik. Dopiero po jakimś czasie, gdyż już odpuści obiad i/lub popołudniowy deser w postaci owoców, to szukam czegoś do zjedzenia.

Śniadanie

Ten posiłek zostawiłem sobie na sam koniec, gdyż jest to coś na co kompletnie nie byłem przygotowany. Z jakichś względów pod radarem Admin przepchnął zapis o nie jedzeniu owsianki, która wcześniej była moim standardowym posiłkiem na dzień dobry. Wszystko miałem tak przygotowane, że nawet będąc półprzytomnym zombie potrafiłem wstać na budzik, czy to po jednej drzemce, i ugotować sobie tą owsiankę, jak i pokroić owoców, których do niej dodawałem. Tymczasem podczas tej diety musiałem szukać różnych rzeczy i próbować różnych potraw, jednakże wszystko z mizernym skutkiem. Najważniejszym problemem były pomysły albo raczej ich brak, czy też braki w lodówce, bądź w szafkach. Drugim i nie wiem, czy aby nie poważniejszym problemem był czas. Nie ważne jakie bym nie chciał przygotować śniadanie to po prostu nie starczało mi czasu. W sensie czas, który miałem wcześniej wyliczony na obudzenie się przy robieniu płatków, zjedzenie i przygotowanie do pracy, zostało zachwiane navigate to this web-site. Może raz udało mi się wyjść o podobnej porze, wszystkie inne ~20 dni byłem w pracy później o jakieś 15-30min. Nie żebym miał problem w pracy, tylko po to rano łażę do pracy, żeby mieć więcej czas po południu oraz żeby nie tkwić w korkach.

Back to the Future

Jak już nadmieniłem na początku ogólnie jestem zadowolony z tego, że uczestniczyłem w tym szatańskim pomyśle Admina. Jednakże najważniejszym pytaniem zawsze stawianym na koniec karkołomnego zadania jest – i co teraz? Otóż trochę się nad tym zastanawiałem i postanowiłem kontynuować tą ideę, czyli nie jedzenie chleba i być może wszystkich produktów pszenicznych. Mówię być może, gdyż zastanawiam się nad potencjalnym dodaniem np. mielonych, którymi się dzisiaj zajadałem, a które zakulałem z miesiąc temu i korciły mnie z odmętów zamrażalki…

Samopoczucie

Także plan jest taki by pójść dalej tą drogą i spróbować pociągnąć ten test trochę dłużej, bo prawdę mówiąc jeszcze nie dostrzegłem jakiejś wielkiej różnicy… Znaczy może i dostrzegłem ale to za chwilę…

Ruch to… bolące mięśnie

W połączeniu z dietą z racji noworocznych postanowień zwiększyłem nacisk na regularne ćwiczenia cardio, które wykonuje w domu oraz wprowadzeniu kilku innych form pocenia się… Znaczy ruchu 😉

Horoskop dla wagi

Droga wago, niestety ale warunki ci nie sprzyjają, a wygląda na to że w najbliższej przyszłości również będzie przeważała tendencja spadkowa. Jednakże nie bój się zmian i czekających Cię wyzwań…

Jeżeli chodzi o „kamienie”, to zrzuciłem jakoś jednego 😉 Sama wskazówka tak naprawdę nic nie mówi, jednakże od jakoś tygodnia zauważam że jestem jakiś mniejszy. Nie wiem czy problem leży w temperaturze prania ubrań, ale czuje się jakbym się skurczył. Poprawiając spodnie dostrzegam jakieś luzy, których wcześniej nie było, zaś podczas pryszniców, jakieś mniejsze ręce, czy nogi. Boje się o to, iż z powodu tej diety oraz ruchu, zaczynam tracić coś naprawdę ważnego… Część samego siebie…

Sebastian

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *