„Won kanapko!” Połowa sukcesu – Sebastian

Sebastian zdecydował się na napisanie notki – za co mu dziękuję – a Ciebie zapraszam do lektury.


No i teraz przez tego podstępnego cholernika muszę ustosunkować się do eksperymentu.

Zaczynając od samego początku, jakiś czas temu nieroztropnie puściłem dalej linka, którego otrzymałem od mojego Padre(sa). Kacper od razu to pochwycił i wykombinował, że można by urządzić eksperyment i nie jeść nic pszenicznego przez okres około miesiąca. Pomyślałem że będzie to dobry sposób na zmianę przyzwyczajeń żywieniowych i zwiększenie repertuaru potraw o kilka nowych (lub zapomnianych pozycji).
Z czasem również poszerzył listę o cukier oraz inne zboża, więc szlag nawet trafił moje zwyczajowe półprzytomne śniadanie z płatków owsianych, którymi zajadałem się co ranek od jakichś dwóch miesięcy.

salataCo jeść?

Cóż, jeżeli nie ma się już kanapki, na którą można rzucić szynkę, ser i ew sałatę, pomidor, ogórek, to zaczynają się robić schody, bo czasami brakuje pomysłu i trzeba mieć więcej rzeczy w lodówce, czy po szafkach. Z tego co zauważyłem to spożywam więcej warzyw i owoców, niż przed tą całą przemianą. Nie to żebym w tygodniu nie jadł takich rzeczy, ale po prostu teraz częściej. Dodatkowo zamiast kupnych surówek w słoikach więcej czasu spędzam na przyrządzeniu posiłków oraz trochę więcej zastanawiam się nad tym co jem.

Co w takim razie jadłem przez ostatnie 2 tygodnie?

Na śniadanie:

  • śledź w pomidorach z jajkiem i cebulką
  • jajecznica
  • zasmażka, czyli taka bardziej udziwniona jajecznica, czasami bez jajka
  • kiełbasa z surówka

Oraz banan, jako punkt obowiązkowy i naturalne źródło potasu.

Obiad/Lunch:

Z racji tego że w pracy mamy mikrowelę, to staram się robić rzeczy, które można w niej odgrzać, żeby mieć ciepły posiłek w ciągu dnia:

  • kurczak podsmażony z cebulka, do tego ryż i jakaś surówka
  • sałatka warzywna
  • gulasz z ryżem
  • leczo
  • risotto

No i tradycyjnie co piątek idziemy na ryneczek rozkładany w centrum biznesowym i tam albo green tai curry chicken, albo chilli con carne, czy wieprzowina z ziemniakami.

Czy mam jakieś „grzeszki”?

Cóż już w pierwszy dzień testu miałem całodzienne spotkanie w firmie i jedyny catering to były kanapki, puszki napojów gazowanych i mała paczka chipsów na deser. Wiec chciał nie chciał jedynie z napoju gazowanego zrezygnowałem na rzecz wody i pomyślałem że najwyżej o ten jeden dzień skończę później od Kacpra. Jednakże następnego dnia z automatu wziąłem przygotowane już jedzenie z kotletami, więc to już dwa dni obsuwy. Jednakże jak sobie o tym zdałem sprawę podczas lunchu, to postanowiłem wziąć się za siebie i od tamtej pory unikam produktów pszenicznych. Także co piątek odmawiam sobie darmowych pączków, czy muffinek, no i raz musiałem podziękować kolegom, jak szli na pizze, bo wiedziałem że raczej niczego tam nie zjem.
Kacper do grzechów zalicza również gazowane napoje, ale ja tam sobie pozwoliłem podczas weekendów na odrobinę gazowanych napojów, czy to w czystej formie, jak mnie coś suszyło przy garach, czy bardziej w
formie drinków z lodem.
To samo się tyczy ziemniaków, już dawno ich dużo nie jem, niekiedy mijały 2 tygodnie bez żadnego posiłku z ziemniakami, więc też nie mam co poprawiać w tej kwestii, no i nigdy nie planowałem.

Zagryzki

Czasami wracając z pracy, czy przysiadając do kompa wieczorem nie ma się ochoty nic jeść większego, tylko coś przegryźć, w związku z tym oprócz krojenia ze dwóch jabłek z kostki podjadam je sobie z półmiska, albo żeby nie pochłonąć całej paczki odważam sobie 100g orzechów, czy suszonych owoców i tym się zadowalam wieczorem.

Picie

Jeżeli chodzi o napoje, to tutaj już się trochę zmieniło. Od kiedy od koleżanki z pracy usłyszałem o zielonej herbacie, nagle mi się przypomniało że po przeprowadzce w głęboki kąt wcisnąłem dwa opakowania. Okazuje się że zakupiłem je jakoś dwa lata temu mieszkając w Krakowie, sprowadzone z warszawy, zebrane i zapakowane w Japonii 😉 Także moje ostatnie 5 napojów, czyli 2-3 kawy i 2-3 herbaty zamieniłem na ew. 1 kawę oraz 3-4 herbaty zielone.

W domu z drugiej strony albo trochę wody z butelki się napiję, albo też łyk czy dwa jakiegoś soku z pomarańczy. Rzadko kiedy robię sobie w tygodniu jakąś herbatę, no poza jednym razem, gdy czułem że coś się chce do mnie dobrać, to zafundowałem sobie czarną z miodem. Dużo więcej soków pobieram bezpośrednio z jabłek lub częściej mandarynek.

Ruch

Nie jest to może sprawa związana z testem i może zakłamywać wskazania wagowe, dlatego nie traktuję ich tak poważnie. Postanowieniem noworocznym jest plan zejścia z wagą oraz co ważniejsze utrzymania wagi poniżej pewnego poziomu przez cały rok. W związku z tym wprowadziłem nowy rygor przestrzegania tych 5 (obecnie 6,5) minutowych ćwiczeń cardio 3x w tygodniu oraz dodać jakiś dłuższy spacer w weekend. No i jak już Kacper wspomniał zakupiłem sobie również Xbox’a z Kinect’em w promocyjnej cenie z trzema grami. W dni kiedy nie ćwiczę
staram się odpalić jakąś gierkę i trochę się poruszać przynajmniej przez godzinę. Póki co różnie z tym wychodzi, jednakże mam plan żeby to usprawnić i bardziej usystematyzować.

Czas (to) pieniądz

Póki co jeszcze nie robiłem żadnego podsumowania cenowego zakupowanych produktów w skali miesiąca, na to trzeba będzie poczekać trochę dłużej. Czas spędzony na przygotowywaniu posiłków na pewno jest dłuższy, ale dzięki temu odpada trochę problem z ruszaniem się, bo jednak w kuchni nie stoi się cały czas w jednym miejscu jak manekin.

Podsumowując

Mam ciągle mieszane uczucia odnośnie tego całego eksperymentu, gdyż ciągle brakuje mi jeszcze pomysłów na jakieś proste i szybkie śniadanie, gdyż wcześniej miałem wyliczoną pobudkę, dzięki czemu starczało mi czasu na przygotowanie śniadania i bycie w pracy na czas. Teraz częściej się trochę spóźniam, przez co muszę wyjść później a to z kolei oznacza jechanie w najgorszych korkach.

Niemniej bardzo cieszy mnie odkrycie na nowo kilku przepisów oraz nauczenie się robienia samemu gulaszu, który wprawdzie był wrzodem na tyłku, gdyż nie spodziewałem się że taka prosta potrawa zajmuje tyle czasu i zatapia pół kuchenki. Wciąż jeszcze w planie mam przygotowanie własnej pasty curry i później z niej całej potrawy, jednakże zobaczymy jak to wyjdzie z czasem.

To co jest najważniejsze to fakt, że nawet niezbyt udany posiłek cieszy dużo bardziej, niż kupny. Dodatkowo zawsze możemy dorzucić do potrawy to czego chcemy, jak i przygotować jej ostrość dokładnie pod nasze gusta. Także czekam jeszcze do końca tego eksperymentu zanim nie wydam ostatecznego wyroku w tej sprawie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *