Pszeniczny brzuch – migawka z eksperymentu

Projekt „Won kanapko!” ma się bardzo dobrze. Oficjalnie trwa od dwóch tygodni, nieoficjalnie od trzech.

Nadużycia „regulaminu”

  • zjadłem jedną bułkę „grahamkę” – nie chciałem wyrzucać, nie było innych chętnych
  • „w gościach” nie marudzę, więc przy niedzielnych obiadkach garść makaronu, garść ziemniaków czy kawałek ciasta pochłonąłem
  • trochę kaszy w krupniku.

Sebastian może się rozgrzeszy w komentarzach.

Waga

Przez pierwsze kilka dni spadło nam z bębnów po około 3kg i tak oscyluje w tych okolicach.

Samopoczucie

Dobre. Jedna dolegliwość w dużym stopniu mi zaniknęła – ale jeszcze nie wiem czy to wina braku piwa/kawy/pszenicy, żeby o tym mówić. W następnych eksperymentach to sprawdzę.

warzywa-pasek

Co zamiast kanapki/kaszy/makaronu?

Na początku wafle ryżowe, a teraz sama jajecznica, jakiś serek wiejski, jogurt, kawał kiełbasy na gorąco czy biały ser ze śmietaną lub pomidor. I owoce. To samo co można było jeść z kromką wcześniej.

W zupach – kilka kawałków ziemniaka, ryż, mięso czy więcej warzyw. Też bez problemu można się po kilku dniach przestawić.

Drugie dania – więcej warzyw i brązowy ryż. Jem też zdecydowanie więcej fasoli.

Słodycze

Sporadycznie wpadnie coś słodkiego między zęby. Najcięższy będzie nadchodzący Tłusty Czwartek. Po pączku na pewno honorowo zjemy.

Napoje

Zdarzyło mi się dolać do whiskey zimnej koli jak lód się skończył. Herbatę słodzę czasami miodem, ale równie często piję gorzką. Wypiłem też kilka razy kawę – spokojnie można cukier odstawić. Coraz mniej mi jego brak przeszkadza.

Zmiana nawyków

Bez kanapek trzeba się zastanawiać nad jedzeniem – nie ma szybkiego i bezmyślnego ładowania chleba z czymkolwiek znalezionym w lodówce. I świeżych bułeczek w pracy. Nagle okazuje się, że można spokojnie jeść mniej i też jest OK.

Czas

Trzeba go zauważalnie więcej poświęcić – ale po dwóch tygodniach planowanie i robienie jedzenia staje się takim samym punktem dnia jak mycie zębów.

Pieniądze

Na początku wydawało mi się, że będzie drogo, ale jak się okazało, że można jeść mniej i bez pieczywa – różnica nie jest odczuwalna. Wychodzi na to, że jest podobnie.

Rodzina

Na początku było trochę kombinowania – to tak jakby gotować obiady „normalne” i „nienormalne”. Coraz częściej jednak na stole rządzi kuchnia uniwersalna – jak robimy kurczaka z warzywami, to ja jem z ryżem, a dziewczyny z ryżem bądź ziemniakami. Pomidorówka – dziewczyny z makaronem, ja z ryżem. Itepe, itede. Ze śniadaniami/kolacjami podobnie. Po prostu bez chleba, ewentualnie z waflami ryżowymi – ale coraz rzadziej je jem. Przykład takiego gotowania podam w kolejnej notatce.

Poza tym spędzanie razem czasu na gotowaniu jest bardzo przyjemne.

Podsumowanie

Czasami, kiedy przechodzę koło piekarni, to mnie skręcają zapachy świeżego pieczywa – ale bez tragedii. Jest okej, czuję się dobrze. Odkrywam nowe smaki, częściej cieszę się jedzeniem – zwłaszcza jak poświęcę więcej czasu na jego zrobienie niż w przypadku kanapki.

Sporo osób dopytuje jak mi idzie odchudzanie, jak tam bezpszeniczna dieta czy jak tam mój „pszeniczny brzuch”. Mówiąc dieta mam w tej chwili na myśli nie odchudzanie – a sposób odżywania. A że przy okazji podobno przy tej wheat-belly-diecie traci się kilogramy – to już eksperyment. Chętnie pozbyłbym się 10kg, ale w żadnym wypadku nie spodziewam się takich efektów w ciągu miesiąca. Zwłaszcza, że nie zacząłem w tym czasie żadnych ćwiczeń, które nie pojawiały się wcześniej. Czasami jak mam chwilę, to siadam na rower (prawdziwy lub stacjonarny), wyjdę z dzieckiem na spacer, przebiegnę się przez perony na pociąg. Takie rzeczy, to może w kolejnym eksperymencie.

Do końca projektu ponad dwa tygodnie – patrząc na dotychczasowe pomiary – nie spodziewam się raczej dalszego, znacznego spadku wagi. Nastawiam się raczej na nowe smaki, jedzenie zdrowsze i bez pośpiechu.

P.S. Michał – dzięki za linka do filmiku poniżej – może przy którymś kolejnym eksperymencie;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *