„Winiary” przyczyną kłótni małżeńskich

Żona mówi – idź do sklepu i kup sos pomidorowy, będzie spaghetti na obiad.

No to idę do sklepu. Do dużego, bo z sosu zrobiło się jeszcze 20 innych potrzebnych rzeczy. Oczywiście w hiperdupermarkecie samo znalezienie odpowiedniej półki zajmuje tyle czasu, co kupienie piwa w sklepiku osiedlowym door-to-door. No ale znalazłem. I szukam – kiedyś pamiętam, że był sobie woreczek z napisem „Sos do spaghetti po bolońsku”. Nie widzę. Jest za to „Italia. Sos do makaronu boloński”. No ale o spaghetti nic tam nie ma. Szukam dalej – jest „Sos pomidorowy” – 4 półki niżej – no chciała żona sos pomidorowy. Ale do spaghetti miał być – a ten jest po prostu pomidorowy. Metodą losowania wybrałem „Italia” i poszedłem dalej. I wyobraźcie sobie, że na drugim końcu półki mignęło mi znajome opakowanie „Sos do spaghetti po bolońsku”. Nie wiem kogo bardziej pojebało – tłustogłowych z Winiar czy wykładowców z marketu?

Pomyślcie sobie co by było, gdyby zamiast mnie znalazł się tam jakiś mniej inteligenty osobnik, mniej spostrzegawczy albo po prostu spieszący się. No awantura w domu murowana jak nic – bo żona wprawdzie chciała sos pomidorowy, ale „Sos do spaghetti po bolońsku”, bo tego zawsze używaliśmy do tej pory. Na szczęście oszukałem przeznaczenie;)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *